You are here:

Poezja

  • Liryki-wiersze z początkowego okresu twórczości

        


     

     

     

     

  • Wiersze - nowe

     

     

     

    Od Wierszofana do Roberta


     

    Wielbiciele (i wielbicielki oczywiście)  poezji Roberta Miniaka od razu zanegowaliby tytuł tej wielce prywatnej notki.  Jak to ? A gdzie Szary Wilk?            A gdzie ?...   tu przypomniano by wszelkie nicki i pseudonimy poetyckie bohatera tej strony, całą jego poetycką drogę ukrywaną w tych nazwaniach. Ukrywaną dodajmy nie z powodu „wstydliwości uczuć”,ale wymogów wszelkich stron literackich, konieczności maskowania swej twarzy pod przyłbicą „innonazwy”.

    Bo tak się poznaliśmy : na zdemokratyzowanych i trochę bałaganiarskich stronach Beja, na powściągliwych i nobliwych stronach „poezja-polska”, na niekonwencjonalnej Nieszufladzie.  I kiedy dowiedziałem się, ze pod tymi różnymi sympatycznymi przezwaniami ukryty jest Robert , przypomniałem sobie czasy, kiedy był moim studentem (jak ten czas leci !) i zmuszony był moich pseudo mądrości teoretycznych wysłuchiwać.

    Ale było mi bardzo przyjemnie, iż bez żadnego protekcjonizmu (że student mój etc) poznałem się (jak to się mówi) na wartościach tej poezji. Zachwycił mnie przede wszystkim rzadko spotykany już dar poetyckiej wypowiedzi: znakomicie serwowane parlando – funkcjonalizowana  intonacyjność, melodyczność tych wierszy.

    To przyjemność dla wewnętrznego słuchu poetyckiego, a co dla serca, a co dla rozumu? Rozum, spekulatywność, całą gabinetową  wiedzę o rożnych poetykach ukradkiem upycham po kątach. Przyznaję się, że serce było przewodnikiem po tych lekturach,i choć wstydliwie tu przywołane jest zamiennią (metonimią) empatii. W postawie empatycznej , w  tej „nucie człowieczej” upatrywałbym najważniejszego atraktora, zwołującego, scalającego jego(sc. Roberta) transformujące się poetyki.

    Filozofia wypowiedzi empatycznej budowana jest na zasadzie  międzyludzkiej wspólnoty doświadczeniowej i owo doświadczenie – przeżycie (Darstellung) jest najbardziej chyba uchwytnym elementem poetyki wcześniejszej fazy twórczej Roberta. Dopuszczalny ( a niekiedy nawet zalecany) jest tu egalitaryzm życiowego „budulca”.

    Wierszofan pisał o miłości, na ogół trudnej , „kiedy ludzie się rozstają”, melancholijnie ale i z pewnym przymrużeniem oka poszukiwał „najstarszego nad grobem”, nie pomijał spojrzeniem nieuważnym zielonego guzika leżącego na ziemi. Taka poetycka dykcja bezpośrednio trafiała do odbiorcy, rezonowała „wolę odbioru”, w której testowano piękny demokratyzm komunikacyjny.

    To powodowało,że wiersze te cieszyły się popularnością, ale też było to zarazem źródło nieporozumienia, niezbieżności poetyckiego słuchu na miłej mi przecież stronie www.poezja-polska . Nie czas na przywoływanie tych niedzisiejszych już swarów.

      

    Niebawem z Wierszofana narodzi się Robert Miniak.

    Jest sobie wierny i w tych nowych formach. Mówi nieco inaczej, ale nie zapomina o prawdach artykułowanych już wcześniej.  Zachowuje piękny szacunek dla odbiorcy. W nowych wierszach jednak zmusza nieco tego odbiorcę do większego wysiłku niezbędnego dla rozkodowania „prywatnych szyfrów”.Jest to poezja „dwuskrzydlata”: ewokująca archetyp wody (Zarzecze, Akwarium) zatem praobrazy należące do ludzkiej podświadomości zbiorowej a zarazem nawiązująca do prywatnych doświadczeń często zanurzonych w dzieciństwie a teraz sentymentalnie „odpoznanych”. 

    Napięcie powodowane taką polaryzacją źródeł poezjowania jest na szczęście rozpoznane i doceniane i jest przyczyną zasłużonej i wciąż rosnącej popularności poezji Roberta Miniaka. Dostrzeżono także znakomite „gry warsztatowe”, gdzie klarowność (poetycka perspectuitas) nałożona jest na tajemnicze, niekiedy groźne ,niedopowiedziane „zdarzenie” (przypomnijmy choćby „Oparzelisko”).

    Jest to bowiem poezja mitu ( Arystotelesowej „opowieści”) i serwująca ów mit na różne sposoby. Najczęściej przywoływana jest „maska dziecięca” i opowieść o utraconej Arkadii („Zabawka z papieru”),niekiedy wprowadzająca „bohaterów incydentalnych” ( stary Kula,stary Mela), bądź w innej wersji – nieokreślonego everymana, którego losy określono przez balladowy – nostalgiczny zapis („Szwy”). Ów „warsztat” jest dyskretny, nie narzuca się jakimś wyspekulowanym tonem mającym na celu wyróżnić się z wielogłosu, żeby nie powiedzieć: „wrzawy”, współczesnych propozycji poetyckich.

    Robert Miniak wie, że nielekko być Ikarem, „gdzie zasługą upaść z chmur”. Staje po stronie tych, którzy Ikara znad śmietniska nazywają „babą” (to taka proletariacka wersja latawca).

    Poeta tę zabawkę uwzniośla- jest ona „medalem powieszonym na bloku”, pamięta wszakże o definicji dorosłych ,że to „ mały detal przy słońcu”. I to jest owa poetycka dojrzałość: owa archeologia wyobraźni, gdzie Ikarowe loty zrównoważone są Dedalowym (stąd „detal”!) mądrym spojrzeniem mistrza. Doprawdy-  w tej poezji dostrzegam coraz więcej tego mistrzostwa i mądrości. I cieszy mnie wielce, że mogę z nią przebywać.

          Henryk Pustkowski - poeta, krytyk, doktor nauk humanistycznych

           (henpust)